W górę

Billboard z niespodzianką

Od wielu lat, wszystkie sztaby polityków zgadzają się co do jednego – kampania wyborcza musi być po prostu kolorowa. Tym samym w całym kraju mamy nie tylko znane i mniej znane twarze zerkające na nas z wizualnych nośników niemal w każdym formacie, ale też ferie barwnych haseł i sloganów podpartych wymyślnymi motywami grafików, nawet jeśli skojarzenia co wizji sztabowych inżynierów od obrazków czasami rysują przyszłość w czarnych kolorach. Co zatem różni pod względem wyborczym Zieloną Górę od Elbląga, Łodzi czy Szczecina?

Oczywiście samorządowi kandydaci. Przynajmniej w założeniu. Bo jak się okazuje nie musi być to takie oczywiste. Z Zielonej Góry do Szczecina dojedziemy ekspresową trasą w niecałe trzy godziny. Ale po co marnować czas i paliwo, skoro Szczecin sam może przyjechać do nas. Konkretniej jego prezydencki kandydat, który dziwnym trafem zamiast na mieszkańców szczecińskiego Pogodna czy Warszewa zerka pogodnie… Na mieszkańców zielonogórskiej Ochli. Ot, taka wyborcza niespodzianka.

Bo wybory zawsze są swego rodzaju ciekawostką. I nawet jak ostatecznie okazuje się, że interesuje się nimi mniej niż połowa obywateli, to na dostępnych darmowych nośnikach ustawionych z myślą o kampanijnym wyścigu tradycyjnie mamy tłok, który w najbliższych tygodniach na pewno będzie jeszcze większy. I tak będzie jeszcze przez niemal trzy tygodnie. Pejzaż miast wróci do normalności. A przynajmniej do stanu sprzed kampanijnego wyścigu.

 

 

Dodaj komentarz

400